poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Kontynuacja....

Hej, hej ;)

Słowem wstępu, wpadłam tu bo sobie przypomniałam o tym blogu, bo jest mi smutno i nie mam komu się wyżalić i w ogóle jest mi źle....


Od poprzedniego wpisu minęło 2 lata ( spoko ja i moja systematyczność :D) już nic nie obiecuję że będę systematyczna i takie tam, po prostu będę traktowała tego bloga jako mój pamiętnik, jako formę wyżalenia się, zapamiętania chwil z mojego życia.

Zaczynam....

Nadal nie mam pracy, nadal chodzę na kurs norweskiego i nadal jest do bani.
Co do norweskiego, moja nauczycielka która mnie uczyła wtedy była ogólnie fajna ale zamiast mnie wsiąść do wyższej grupy ( czuję że bym dała radę) to cały czas kisi mnie w tej samej grupie i cały czas uczę się tego samego. KURWA mam tego dość, może i jestem głupia ale nie aż tak, litości.
Obecnie mam inna nauczycielkę która traktuje nas jak jakiś idiotów, nie umie prowadzić lekcji i mnie wkurwia (może i się stara, ale jej to nie wychodzi) mam lekcję na korytarzu, tak na korytarzu dobrze przeczytaliście.... Moja grupa to jest taka zapchaj dziura. Wcześnie miałam lekcję trzy razy w tygodniu a teraz jeden raz w tygodniu. No normalnie katastrofa.
Zapisałam się na ten egzamin państwowy z norweskiego. Jak tylko go napisze od razu przestaje chodzić na ten badziewny kurs. Mam ich dość doprowadzają mnie do nerwicy (mam na myśli nauczycieli) jedna nauczycielka byłą super Marianne ( czy jakoś tak). Zapisałam się na ten poziom wyżej (obecnie jestem na A2, ale litości po takim czasie..... dlatego za namową mojego M zapisałam się na poziom A2/B1) chuj pewnie nie zdam na ten wyższy poziom i będę załamana no ale cóż, już się zapisałam i nie ma odwrotu.

Co jeszcze mnie wkurwia? To że za ok 4 miesiące wracamy na stałe do Polski, a ja nie wiem co mam zrobić ze swoim życiem. Co chcę w nim robić kim być. Chce mi się płakać. Jestem beznadziejna, jestem głupia, mam zerową wiedzę. Moje życie intelektualne to jedna wielka pomyłka. Taka ofiara losu ze mnie. Codziennie się modlę do Boga o natchnienie, mam nadzieję że w końcu mnie wysłucha. To jest takie straszne uczucie że przez ten cały czas co tu jestem nie odnalazłam dla siebie jakiejś drogi którą chcę podążać (odkąd tu przyjechałam zastanawiałam się co chcę po powrocie robić z moim życiem).

Za ok 4 miesiące nasz ślub a ja z niczego nie jestem zadowolona.Sala jest okropna ( nawet dekoracja jej nie pomoże). Suknia mi się nie podoba, buty są brokatowe tak jak chciałam , ale to nie są te które mi się najbardziej podobały bo w nie było rozmiaru. Zaproszenia też nie są takie jakie sobie wymarzyłam. Obrączki też nie, bo chciałam z kamyczkiem a będę miała bez , bo te z kamyczkami nie da się powiększać ani zmniejszać. Wszystko jest takie w zamian. Jedyne co się zgadza to pan młody którego sobie wybrałam <3.


Jestem beznadziejna i chyba sięgam dna...

Do następnego xoxoxo